Z kronik Admina Anonima. 11 maj roku pańskiego 2009. W ten cichy poniedziałkowy poranek, zastałem gospodarzy w niecodziennych dla nich pozach. Stali jak wryci przed boksem Zahiry lekko tylko ruszając głowami, niczym małe zainteresowane czymś szczeniaki. Widok to był naprawdę cudaczny, tak więc postanowiłem szybko sprawdzić co zmieniło naszych szanownych gospodarzy w kamienne słupy. Podszedłem bliżej i zajrzałem przez ich granitowe ramiona do wnętrza boksu. Jakież było moje rozczarowanie gdy zobaczyłem, że w środku na trzęsących się nóżkach stoi kolejny źrebak. Król Skurcz wyczuwając pewnikiem mój oddech na swych rozłożystych niczym konary dębu barach, powoli obrócił się i widząc znudzenie w moich oczach powiedział z wrodzonym sobie sarkazmem - No co? Centaura się spodziewałeś?
- No niee...- jąkam się lekko skonfudowany - Ale to już czwarty w tym roku źrebak i nie bardzo rozumiem skąd ta wasza ekscytacja. - Tak? No to powiedz mi mój młody padawanie jakiej maści jest ten zwyczajny czwarty źrebak? Zerknąłem ponownie na małego i faktycznie lekko mnie zamurowało. Co prawda nie był różowy niczym słonie ze snu Dumbo. Nie przypominał też Dalmatyńczyka. Daleko mu jednak było do jakiejkolwiek znanej mi maści. Królowa Barbi, która stała obok głeboko zamyślona, ocknęła się na chwile i rzekła pozornie bez żadnego związku.
-Nieźle dzisiaj wieje chłopaki.
Spojrzeliśmy na nią jak troglodyci na kostkę rubika. Królowa jednak nie specjalnie się tym przejęła i ciągnęła dalej.
-Maści pewnikiem dziś nie określimy, ale rodząc się w taką pogodę przynajmniej pomógł nam wybrać imię. Będzie nazywał się Zefir. Powiedziała to tak stanowczym tonem, że nie pozostało nam nic innego, jak grzecznie się rozejść i wrócić do swoich zajęć.
Z kronik Admina Anonima. 1 maj roku pańskiego 2009. Święto pracy na Greczychówce zawsze obchodzone było w sposób wyjątkowy. W tym roku kolektyw w składzie Król Skurcz Wojciech I, Królowa Barbi Co Się Garbi, Monia Stalowy Kieł oraz Admin Anonim Kudłaty postanowił uczcić ten dzień wywiezieniem obornika na starych proporcach szturmowych. Niestety okazało się że w dobie kryzysu szturmówki zostały przerobione na damską bieliznę, tak więc niepocieszeni skorzystać musieliśmy ze standardowych płacht foliowych. Klimat świeta podczymywała tylko czerwona bluzka królowej Barbi oraz okulary ala Wojciech Jaruzelski Moni Stalowy Kieł. Obie przodowniczki pracy zostały uwiecznione w pozycji horyzontalnej którą przyjeły po uroczytej deklaracji wyrobienia trzystu procent normy cieżkich prac na Greczychówce.
Z kronik Admina Anonima. 19 kwietnia roku pańskiego 2009.
Nie dane nam było pospać tej niedzieli, bowiem dyżurny co konie rano miał wypuścić, otwierając drzwi dworku naszego staranował bociana, który właśnie szedł nam oznajmić, że w boksie Morwy Leciwej zostawił małe zawiniątko. Bociek raban straszny uczynił i dopiero gospodarz zdołał uciszyć to nieboże wzrokiem którym mogłby przepalić nawet pancerz św. Jerzego. Po tej krótkiej wymianie spojrzeń, która dla boćka skończyła się nagłą kremacją przyodzialiśmy się nieco i podreptaliśmy w stronę stajni. Po źrebaku zaraz widać było, że przebył daleką drogę, która wielce go osłabiła. Na szczęcie gospodarze szybko postawili malca na nogi i już po paru godzinach hasał radośnie niczym młody byczek. Z kronikarskiego obowiązku dodać jeszcze muszę, że imię jego to Largus, a w galerii więcej zdjęć wszystkich naszych pociech znajdziecie.
Z kronik Admina Anonima. 18 kwietnia roku pańskiego 2009.
Obudziłem się rano obolały niczym Mefisto po nocy z panią Twardowską. Jeszcze ślepia mi się dobrze nie rozkleiły, gdy do komnaty wpadła gospodyni i rozedrganym od emocyi głosem oznajmiła, że mam się czym prędzej rozbudzić i brać aparat bo Lusia , klacz nasza trakeńska powiła dziś w nocy źrebaka. W tym jednak momencie żadna siła, a już tym bardziej słowa słabej niewiasty nie były wstanie poruszyć moim jestestwem.
Moje ciało dopiero budziło się z odrętwienia. Gospodyni widząc mój stan machnęła tylko ręką i wybiegła niczym gazela na folwarczny dziedziniec. Jakiś czas później w momencie gdy znowu zapadałem w letarg, na horyzoncie złowrogo zamajaczył cień gospodarza. No tu już nie ma żartów - myślę sobie. Przy radosnym akompaniamencie grzechoczących stawów i trzaskających ścięgien zwlekłem swe ciało z łoża i sztywny niczym praski golem podreptałem do łazienki. Czasu nie było do stracenia, więc by się czym prędzej rozbudzić wsadziłem swój kudłaty czerep pod prysznic. Pięć minut później zawitałem na padok, gdzie mała Lacrossa właśnie badała sposobem empirycznym moc prądu przepływającego przez taśmę.
Jak widać doświadczenia te wpłynęły bardzo stymulująco na porost jej włosów.
Pragnę dodać również że ta mała bestyjka to jedno z najbardziej sympatycznych stworzeń na Greczychówce.
Z kronik Admina Anonima. Marzec roku pańskiego 2009. Wspaniała wiadomość obiegła gospodarstwo nasze. Oto bowiem Dumka, klacz pokurczona o której już onegdaj wspomnieć raczyłem została mamą. Maluch zwie się Donatello. Imię to otrzymał po wielkim wojowniku z tajemniczego klanu Ninja Turtles, który słynął z nieprzeciętnej inteligencji i odwagi. Miejmy nadzieje że cechy te przejmie również nasz mały kucyk, oby tylko z nimi nie pojawiły się cechy dla żółwi tak typowe, a dla koni wielce niepożądane ;).
31 grudnia roku pańskiego 2008.
Szczęśliwego Roku Nowego
Życzą Wam Wojtek, Basia i Admin
Niech z następnego coś będzie dobrego
Byśmy nie skończyli w psychologa poradni
Niech nam się wszystkim dobrze ułoży
Niech zdrowie nas nie opuszcza
Niech szef Wasz większy nacisk na relaks położy
I wyśle Was w puszcze, gdzie jest Greczychówka ;)

24 grudnia roku pańskiego 2008. Święta Bożego Narodzenia to dni szczególne.
To czas kiedy na bok odchodzą waśnie wszelakie i smutki. Kiedy na moment ustaje szalony wyścig szczurów i ludzie więcej czasu poświęcają swojej rodzinie.
Kiedy gesty dobrej woli wreszcie stają się czymś normalnym, a nie czymś wywołującym sensacje. Wszystkim Wam życzymy spokojnych, pełnych miłości i oczywiście prezentów :) Świąt Bożego Narodzenia. Oby żadnego z Was nie ominęła wspaniała atmosfera tych wyjątkowych dni.

2 grudnia roku pańskiego 2008. Mimo że do swiąt dni już bardzo niewiele zostało, ja jeszcze dziś o lecie prawić będę. Agroturyści jak już rzekłem wcześniej, tłumnie do nas w tym sezonie zjechali. Było paru takich którym moc okolicznych atrakcji i piękne krajobrazy nie wystarczały. Dla nich to właśnie, nasi gospodarze nową atrakcję wymyślili. Wyrzucanie obornika okazało się prawdziwym hitem sezonu . Czynność ta tylko z pozoru ciężka i nużąca się być wydaje. Może taka jest w istocie w innych miejscach niż Greczychówka nasza. Tutaj bowiem wszystko odbywa sie w atmosferze pikniku, ( pod wiszącą skałą. Drodzy czytelnicy nie ulegajcie złudzeniu. Poza kadrem stoi gospodarz z nahajem ;)) o czym przekonała się pani Beata z Kołobrzegu (po lewej) którą serdecznie pozdrawiamy i wszelakiej pomyślności życzymy.

22 listopada roku pańskiego 2008. Wiele dni upłynęło od ostatnich wpisów moich. W końcu siły najprzód zebrawszy postanowiłem zasiąść do komputera mego, by wydarzenia ostatnich miesięcy opisać i cudacznym zdjęciem okrasić. Pierwej o sezonie letnim słów parę wypadało by napisać, a działo się tego lata wiele. Agroturyści dopisali w tym roku i wielka ich gromada przemierzyła szlaki puszczy naszej. Jedni szukali ciszy i spokoju, a inni owoców runa leśnego których urodzaj był wielki.
Było też wielu co jazdy wierzchem popróbować chciało. Nie jeden z nich poczuł na swej skórze moc ziemskiego przyciągania, o którym często imć Isaak Newton wspominać raczył. Obyło się jednak bez większych katastrof. Grzechem było by nie wspomnieć także o lokatorach nowych , których to przybyło w ciągu ostatnich miesięcy wielu. Zacznę może od tego który mieni się najprzystojniejszym. Jasnogrzywy Sprinki , ogier pokurczonej rasy, przez znających końskie arkana kucem walijskim zwanej. Co dnia dumnie prezetuje się przed paniami których na Greczychówce nie brakuje. Gospodarze wielce liczą na tą małą bestyjkę, że im pięknego przychówku przysporzy, a chodowli ich, sławy i splendoru. Więcej dziś wam już nie napiszę, bom znużony wielce i głowa ciążyć mi poczęła. Wkrótce jednak wrócę. Mam nadzieje ;)

6 czerwiec roku pańskiego 2008. Najszybsze sianokosy w dziejach Greczychówki dobiegły końca. Wszystko to za sprawą admina który ładował kostki na przyczepę z prędkością stada uciekających surikatek, oraz Dawida traktorzysty który ciskał wyżej wymienione kostki z siłą Goliata w stronę dwóch przodowników pracy - Basi i Remka. Za ich to sprawą zawartość pięciu wozów wyładowanych po niebo suchą trawą zwaną potocznie sianem wylądowała nad stajnią tak szybko że gospodarz nie zdążył nawet złapać uczulenia na które zawsze cierpi przy okazji sianokosów.

Czerwiec roku pańskiego 2008. Oto nasz nowy predator, znaczy się chciałem powiedzieć lokator. Sporej wielkości byczek o imieniu Quest . Wszyscy jednak mówią na niego Wielkiś . Chodzą słuchy że bracia Wachowscy chcieli go zaangażować w nowej części Conana ( grałby wierzchowca oczywiście ;)). Narazie jednak odpoczywa u nas. Czasami sprawdza swoją formę ustawiając wszystkie konie na padokach. Ludzi jeszcze nie próbuje ustawiać i znając naszego gospodarza radziłbym mu tego nie robić ;)

Maj roku pańskiego 2008. Kolejny kuc walijski dołączył do naszej rodziny. Dumka - okazała się wspaniałym nabytkiem. Nie pije i nie pali. Wspaniała i wyrozumiała dla wszystkich mieszczuchów - agroturystów. Poprostu piękna dama o gołebim sercu. Oby żyło jej się u nas jak najlepiej.

20 luty roku pańskiego 2008. Środa. Dobre wieści doszły nas z samego rana. Po wielu miesiącach jakże nieznośnego oczekiwania administrator naszej strony wreszcie nadał jej nowy, przyjemniejszy dla oka wygląd. Wybuch radości jaki towarzyszył tej wspaniałej nowinie został uwieczniony na zdjęciu, które publikujemy obok. Mamy nadzieję że Wam drodzy oglądacze nasza nowa strona również przypadnie do gustu. Co więcej, może zachęci Was by spotkać się z nami i skorzystać z naszej oferty. Pozdrawiamy wszystkich bardzo serdecznie. Do zobaczenia!!
17 luty roku pańskiego 2008. Po długiej, obfitującej w moc dramatycznych wydarzeń nocy. Na świat przyszła mała Allur.Życzymy wszystkiego najlepszego młodej mamie, dla której było to całkiem nowe doświadczenie. Mimo nieoczekiwanych trudności Aluzja spisała się bardzo dzielnie.

Copyright 2008-2009 Wojciech Korczyński